niedziela, 6 listopada 2016

Jest mi wstyd

Każdy normalny człowiek miał kiedyś wyrzuty sumienia. To naturalne zjawisko świadczące o tym, że sumienie posiadamy. Kiedy popełnimy jakiś błąd, to prędzej czy później będziemy tego żałować i będzie nam wstyd. Co jeśli jest nam wstyd za zachowanie innych ludzi? Nikt nie chce odczuwać negatywnych emocji za drugiego człowieka. Niestety tak bywa. Czy ja tak mam? Jeszcze jak. Moja sytuacja rodzinna nie jest zbyt kolorowa, co niestety powoduje częste poczucie wstydu. Powiem Ci, że nic przyjemnego. Kiedy idziesz do szkoły i jest ci głupio, bo ktoś "bliski" nie zachowuje się tak, jak powinien. Najlepsze jest to, że każdy, każdy jest świadomy tego, że to nie twoja wina i nie masz na to wpływu, tylko nie ty. Każdy stara się zrozumieć twoją sytuację, wspierać cię itp., ale do ciebie to wszystko nie dociera i dalej będziesz czuł się winny za wszystko, co ty i twoja rodzina znosicie. Jeśli jesteś w takiej sytuacji, to wiedz, że doskonale Cię rozumiem. Musisz wiedzieć, że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu. Masz prawo czuć się źle, ale obwinianie się za coś, na co od początku nie miałeś wpływu nic nie da. Nie znasz mnie, ale jestem z Tobą. xoxo

niedziela, 18 września 2016

"Nienawidzę siebie"

Każdy z nas ma w sobie coś, czego nie lubi. Nie ma ludzi perfekcyjnych, idealnych, bo każdy jakieś wady posiada. 
XXI stał się wiekiem depresji, spowodowanych zawężonym kręgiem kanonów piękna. Gdzie nie spojrzymy, promowane są sylwetki, których przeciętny człowiek nie jest w stanie osiągnąć. Zauważalne jest jednak, że  moda na "wieszaki" zanika i zastępuje ją moda na zdrowy styl życia. Oczywiście nie widzę w tym nic złego, w końcu regularne posiłki i aktywność fizyczna w porównaniu z głodówkami to totalne niebo. Jednak jest coś, czego nie do końca rozumiem. Powstaje swego rodzaju presja, która wywołuje w nas poczucie obowiązku bycia fit. Wcześniej, kiedy było to mało popularne, sposobem na osiągnięcie figury modelki była głodówka. Teraz wiedza na temat siłowni, diety itp. jest rozpowszechniana i nie możemy po prostu powiedzieć, że "nie odchudzam się, bo to niezdrowe". Co jeśli ktoś, kto ma coś więcej niż skórę i kości,  nie odczuwa potrzeby regularnego odwiedzania siłowni? Co jeśli ktoś po prostu czuje się dobrze w swoim ciele i akceptuje swoje wady? Niektórzy uważają go za ślepego, skoro nie potrafi dostrzec swoich wad. Bo w końcu takie oczywiste jest, że wady to coś złego, a wszystko co złe trzeba zmienić na dobre. Wcześniej pisałam o oryginalności. Osobowość człowieka to jego charakter, gust, wady i zalety, Jeśli każdy byłby wspaniały i cudowny, i oczekiwał tego samego od drugiego człowieka, to życie byłoby niesamowicie proste, nudne i bez smaku. Każdy z nas lubi coś innego, dlatego każdy ma na świecie osobę, której spodoba się nasz wygląd i charakter. Jeżeli widzisz, że nie jesteś "idealny/a", to uwierz, że wszystko jest ok. Starać się być lepszym człowiekiem jest super, ale "lepszy" to nie zawsze "perfekcyjny". Komuś spodoba się to, że jesteś niechlujny/a, że nienawidzisz sportu, spodobają się te piegi, albo twoje biodra. To, że komuś to nie odpowiadało, oznacza, że miał swój gust. Dlatego jeśli lubisz kremówki- zjedz ją. Jeśli lubisz przysiady- rób je. Ale przy tym wszystkim pamiętaj, że zmianę świata zawsze należy zaczynać od siebie i wytykanie wad innych ludzi tylko dlatego, że tobie nie pasują nigdy nie jest fajne. Najpierw zajmij się swoją belką, zanim wytkniesz komuś drzazgę.
xoxo

sobota, 17 września 2016

Bez opisu

Skoro to czytasz, oznacza to, że jesteś w pewien sposób związany z internetem. Musiałeś(aś) w takim razie zetknąć się z kilkoma trendami XXI wieku. Dużo osób w sieci wypowiada się na temat "tumblr girl", o czym na pewno słyszeliście. Generalnie chodzi o pewien styl, który na początku swojego istnienia był oryginalny, co doprowadziło do tego, że większość osób zaczęła go odtwarzać. Teraz bycie tumblr oznacza dążenie za trendami i usilne próbowanie zwrócenia na siebie uwagi w social-mediach.
Co ja o tym myślę? Otóż na początku było mi to totalnie obojętne. Wydawało mi się, że jestem za mało odważna, żeby założyć "tumblr outfit" i komfortowo funkcjonować. Ubiór tych dziewczyn nadal mi się podoba, plisowane spódniczki, szare koszulki wydają mi się spoko, ale tylko na kimś. Osobiście wolę założyć zwykły t-shirt i jeansy, bo to pozostaje w mojej strefie komfortu. Z czasem jednak te spódniczki, chokery i inne wyznaczniki tego stylu zaczęły mnie przytłaczać, bo otaczały mnie niemal z każdej strony. Logiczne jest, że wszystko, co wygląda dobrze, przyjmie się przez społeczność i będzie wcielane w życie. Sama wyznaję zasadę, że jeśli coś mi się podoba i wiem, że sama będę się w tym dobrze czuła, to nie widzę problemu w noszeniu tego (nieco inaczej jest ze znakami i rzeczami, które w pewien sposób łamią ogólnie przyjęte zasady kultury osobistej, lub kogoś obrażają, ale o tym kiedy indziej). Dlaczego więc jest to tak tępione? Tego do końca nie wie nikt. Często bywa tak, że czyjaś wypowiedź może być uznana za w miarę inteligentną, bo będzie krytykowała coś ogólnie przyjętego. No i tak moda na bycie tumblr zmieniła się na krytykę tumblr.
Niektórym mógł nie spodobać się fakt, że styl ten był tak często odtwarzany, że wtopił się w obraz większości ulic, przez co coś, co początkowo było oryginalne, stało się przeciętne.
Później bycie przeciętnym stało się oryginalne. Fala hipsterów zalała instagrama. Niestety, chwała tego nie trwała długo, bo po pewnym czasie bycie hipsterem także było oklepane i normalne. Tu zaczyna się to, do czego w pewnym sensie dążę: przez to, że każdy z nas jest jedyny taki od początku dziejów wszechświata, bycie sobą jest oryginalne! Może to brzmieć strasznie płytko, jak tekst z jakiegoś marnego pisemka (czym w zasadzie jest ta strona), ale taka jest prawda. Nie starajmy się na siłę być "kimś". Bycie sobą w zupełności wystarczy. Podoba Ci się ta bluza? Kup ją. Nie myśl, że ktoś może Cię za nią skrytykować, bo próbujesz usilnie być modna, a on sam siedzi z ajfonem i klasycznych Superstarach. Liczy się indywidualne podejście do stylu. Nie krytykuję tu inspirowania się kimś sławnym, bo w tym nie ma nic złego. Przy zakupie czegoś nie zastanawiaj się, czy ktoś by to założył, czy nie. Liczy się fakt, czy podoba się to Tobie.
Ok. Skończyłam już moje motywacyjne gadanie. Jestem świadoma tego, że nie jestem pierwszą osobą, która na to wpadła. Obawiam się, że po przeczytaniu tego nie pobiegniesz do sklepu i nie zaczniesz kupować wszystkich rzeczy, których nie kupiłaś(eś) wcześniej, bo nie są modne. Ale zawsze chciałam walnąć przemowę na ten temat, a lepszej okazji nie widziałam ;)
Chciałabym też podziękować wszystkim komentującym, bo fakt, że ktokolwiek mógł to przeczytać jest bardzo motywujący. Dziękuję!
xoxo

piątek, 16 września 2016

"Koniec przyjaźni"

Jako, że jestem uczennicą, często bywam świadkiem rozmów moich rówieśników. Niektóre z nich są śmieszne, niektóre mniej, a innych często wolałabym nie słyszeć. Ostatnia z nich jednak bardzo mnie "zaintrygowała". Polegała ona mniej-więcej na tym, że pewna dziewczyna opowiadała drugiej, że Zbyszek (imiona zmienione na potrzeby wpisu), przez pogłębienie relacji z Marzeną, zakończył przyjaźń z Basią. Basia płakała przez Zbyszka, który mimo wszystko postąpił troszkę niedojrzale (mówić o dojrzałości w gimnazjum to jak mówienie o rozwadze pacjentów w szpitalu psychiatrycznym) wobec niej, dlatego też postanowiła pójść do Marzeny, aby powiedzieć jej co tak naprawdę o niej myśli i co ludzie o niej mówią.
Teraz popatrzmy z punktu widzenia każdego z bohaterów:
Zbyszek- zaprzyjaźnił się z Marzeną, znalazł z nią wspólny język. Uznał, że skoro Basia nie akceptuje jej charakteru i dość specyficznego sposobu bycia, to nie powinien marnować na nią czasu, skoro może go wykorzystać na dalsze pogłębianie relacji z Marzeną.
Basia- poczuła się zraniona, bo Marzena rozbiła przyjaźń jej i Zbyszka. Uważa, że przez uświadomienie "rywalce" jej reputacji, uda jej się odzyskać przyjaciela.
Marzena- nie widzi nic złego w swoim zachowaniu. Fakt, że zaprzyjaźniła się ze Zbyszkiem, nie wpływa w żaden sposób na jego decyzje. Nikt nie będzie jej dyktował z kim ma się przyjaźnić.
To tak w skrócie. Rozumiem, że nie jestem w stanie dokładnie scharakteryzować tych osób, ale osobiście nie znam ich charakterów, a opisując ich nie chciałabym kierować się opiniami osób trzecich. Chciałam zwrócić tylko uwagę na kilka szczegółów, które dla mnie wydają się dość istotne:
-rzekomą "przyjaźń" zakończyły słowa "dalej tak nie mogę, koniec przyjaźni". Czy w takim razie słusznym jest nazywanie tak kruchej relacji przyjaźnią?
-które z nich tak naprawdę zachowało się słusznie? Oczywiste jest, że ich zdaniem sami postąpili najlepiej.
-jak zachowalibyśmy się sami w takiej sytuacji? Przecież w emocjach możemy robić różne, niekoniecznie dobre rzeczy. 
- czy obwinianie samego siebie w takiej sytuacji jest dobrym rozwiązaniem? Czy zawsze warto mówić, że to ktoś ma racje?
Zapraszam Cię do refleksji. Uznajmy, że jest to swego rodzaju interpretacja. W końcu główną umiejętnością, jaką zdobywamy w szkole, jest właśnie umiejętność interpretacji utworu. Patrzymy z punktu widzenia bohaterów, opisujemy ich podejście do sytuacji. Będąc w szkole typem obserwatora, zdałam sobie sprawę, że książki można napisać o wszystkim. To nasuwa nam kolejne pytanie: czy to autorzy próbują pisać życiowe utwory, czy to my usilnie staramy się, aby nasze życie upodobniło się do tego książkowego?

czwartek, 15 września 2016

A więc...

Na wstępie pragnę wspomnieć, że jestem świadoma popełnionego wyżej błędu, jakim jest rozpoczęcie zdania od "a więc".
W zasadzie nie wiem dlaczego tak naprawdę to robię. Nie wiem po co cokolwiek teraz piszę, skoro o tej godzinie (23.07) powinnam oddać się objęciom Morfeusza, zwłaszcza, że za kilka godzin znów będę musiała wstać, aby kolejny dzień "wykorzystać" w jakże cudownym miejscu, jakim jest gimnazjum. Nie mam zielonego pojęcia co chciałabym przekazać. Wiem jednak, że wszystko ma jakiś cel i nawet jeśli w tej chwili go nie znam, to już niedługo.
Jeśli chodzi o tematykę, to nie oczekuj zbyt wiele. Osobiście mam zamiar traktować tego bloga (brzmi to niesamowicie XXI-wiecznie) jako swego rodzaju pamiętnik, do którego (o zgrozo) każdy będzie mógł zajrzeć. Nie mam na myśli czegoś w rodzaju "dzisiaj wstałam, zjadłam śniadanie, itd.". Bardziej chodzi mi o moje prywatne przemyślenia, które ktoś, kiedyś zauważy i (oby nie, w końcu każdy z nas ma swój rozum i gust) weźmie do swojego serducha. 
Podsumowując, chciałabym serdecznie zaprosić Cię tu jeszcze raz, nie wiem kiedy, nie wiem po co 
i nie wiem w jakich okolicznościach, ale zapraszam.